niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 6



  Harry i Ron z niemrawymi minami powrócili do wieży Gryfonów. Byli dość zawiedzeni odmową pomocy nauczycieli. Lecz najbardziej zdziwił ich jeden, dość istotny fakt. Dlaczego Remus nie widział na mapie tego nazwiska co chłopacy parę chwil temu? To niewiarygodne, aby nagle „to” lub „ktoś” od tak sobie zniknął. Czy mapa robi im figle?

- Ja tego nie rozumiem. Przecież jeszcze dziesięć minut temu na mapie widzieliśmy tego kogoś. Może to sprawka Freda i Georga? – główkował się Ron wymachując chaotycznie rękoma. Wchodząc po schodach do dormitoriów chłopców Harry patrzył nadal na mapę. Nie mógł w to uwierzyć. Ktoś robił sobie z nich żarty! Chyba byli już pewni kogo to sprawka. Zamiast skierować się do własnego pokoju poszli do braci rudzielca.

Otworzył im George.

- Cześć! Co tam? – przywitał ich pełnym uśmiechem. Praktycznie nic nie wskazywało na to, że to ich wina, ale wiedząc, że to bracia Weasley, czyli żartownisie nad żartownisiami, całe podejrzenia spadły na nich.

- Cześć. Możemy wejść?

- Jasne – wpuścił chłopaków – Fred jest u Jordana, taki czarnoskóry chłopak. Pewnie go kojarzycie.

Harry i Ron usiedli na łóżku Freda.

- Tak. Ale my nie w tej sprawie – zaczął Harry – Wiemy, że to wy.

- My?

- Tak, wy – Ron nie ukrywał irytacji – Robić z nas obłąkanych to jedno, ale nie przyznać się do tego? To jesteście gryfonami z krwi i kości czy nie?!

- Ej, ej, ej! – uspokoił ich coraz bardziej zdziwiony pałkarz – O co wam chodzi? Co się tak unosisz młody?

Młodszy zacisnął szczękę, aż w końcu wybuchnął.

- I ty się jeszcze pytasz? To wy sprawiliście, że ja i Harry widzieliśmy na mapie huncwotów tego niewidzialnego gościa w naszym dormitorium!

George otworzył szerzej oczy i szybko pokręcił głową.

- To nie my!

- Jasne – sarknął – A ja jestem farbowany. Weź już nie kłam. Naprawdę nas przestraszyliście. Poszliśmy z tym do belfrów od OPCM-u. I co? Zrobiliśmy z siebie całkowitych bałwanów.

- Przysięgam na mój honor, że nie mamy z tym nic wspólnego. – położył sobie rękę na piersi.

Harry postanowił dołączyć do rozmowy.

- To jak nie wy to kto? Czy ktoś jeszcze wiedział o tej mapie?

- Ależ skąd. Tylko my dwaj, a raczej teraz już nasza czwórka. To był nasz as w rękawie.

Chłopcy wymienili między sobą spojrzenia.

- Gdy Remus spojrzał na mapę, stwierdził, że nikogo tam nie ma. Sam się zdziwiłem. Uznał to z Syriuszem za nieudany żart i kazał nam wracać do siebie. To niewiarygodne, aby nagle ktoś kogo widzieliśmy parę chwil wcześniej zniknął po tym jak wyszliśmy z pokoju. Drzwi były zamknięte. Nie mógł uciec.

Starszy chłopak zastanawiał się nad słowami czarnowłosego.

- A nie zastanowiło was to, że nauczyciel nie pytał was o pochodzenie tej mapy? To niespotykany artefakt – zamyślił się przez moment – Jak zareagował gdy pokazałeś mu mapę?

- Całkowicie obojętnie. Jakby już ją widział – oznajmił Ron rozłożony na łóżku Freda.

- To niemożliwe, aby ją widział. Chyba, że jest jednym ze stwórców, ale to mało prawdopodobne.

Chłopcy zastanowili się.

- Może, ale na pewno to nie wasza sprawka?

Rudzielec pokręcił głową. Naprawdę nie miał pojęcia dlaczego taki incydent miał miejsce.

- No nic – klapnął rękoma w uda, wstał z podłogi na której siedział i udał się do drzwi - Gdybyście się czegoś dowiedzieli dajcie mi znać. Cóż… mapa niegdyś była moja i Freda i co nie co dla nas znaczy. Ja na waszym miejscu bym trochę skupił wzrok na Blacku i Lupinie. Taka reakcja na mapę była nieco zaskakująca, nieprawdaż? Ale główkować nad tym będziemy później, z Fredem. Idę teraz na kolację. Nie potrafię myśleć z pustym żołądkiem. Idziecie?

Przytaknęli. Będąc w Wielkiej Sali napotkali Hermionę, która całkowicie była zaabsorbowana nowym nabytkiem z biblioteki.

- Cześć Miona. Co czytasz? – zagaił Harry nakładając na swój talerz trochę sałatki i tost z serem.

- Historię Hogwartu.

- Znowu?! – jęknęli równocześnie Ron i Harry.

-Przecież to nudne – Stwierdził Weasley.

Do Wielkiej Sali schodziło się coraz więcej osób.

- Dla mnie jest to bardzo interesująca lektura. Wiesz, że Rowena Ravenclaw i Helga Hufflepuff tak naprawdę były przyjaciółkami, a nie tak jak wszyscy myśleli po relacjach domów obydwu twórczyń zamku, że za sobą nie przepadały? A ta…

- Hermiono – chwycił ją za rękę, aby odwrócić jej uwagę od książki – Naprawdę, cieszy nas to, że znalazłaś coś co Cię zainteresowało, ale niekoniecznie treść Historii Hogwartu nas interesuje. Wiesz, że nie lubimy czytać o czymś co już było.

Hermiona przewróciła oczami.

- Tak dla jasności Harry, wy w ogóle nie lubicie o czym kol wiek czytać.

- O przepraszam! Quidditch przez wieki jest fantastyczny i nie mamy do niego zastrzeżeń.

Harry wyszczerzył się na słowa przyjaciela i powrócił do posiłku.

- Wy tylko ten Quidditch i Quidditch. Byście się czymś innym zajęli, a nie o tylko sporcie rozmawiali.

Ron obruszył się trzaskając widelcem o talerz. Skupił tym uwagę Deana i Seamusa siedzących obok bliźniaków.

- Ale o jakim sporcie! Te figury wykonywane na miotłach, te fantastyczne podania kafla, ta adrenalina! – mówił o tym z takim zafascynowanie, że Harry zachichotał.

Hermiona pokręciła głową i powróciła do lektury.
Harry przeniósł wzrok na stół nauczycieli. Sunąc wzrokiem zauważył, że jest obserwowany, a mianowicie przez profesora Lupina. Speszony przeniósł spojrzenie na swój talerz. Ron prowadził żywą dyskusję z Deanem o ostatnim przeglądzie proroka. Omawiane były sportowe reportaże. Nie zdziwiło to Harry’ego. Rudzielec już taki był. Jak ktoś zaczął temat Quidditcha, to Ron był pierwszym, który oświecał innych nowinkami ze świata sportu. Z nim można było pogadać również o innych rzeczach takimi jak co działo się w wakacje lub o gadżetach ze sklepu Zonka, ale Quidditch był ewidentnie tematem numer jeden.


Seamus szturchnął czarnowłosego w ramię, czym zyskał nieobecne spojrzenie kumpla z pokoju.

- Stary, odpłynąłeś. Coś się stało?

Harry pokręcił głową.

- Nie, nic się nie stało.

Brunet nie był przekonany na co wziął jego puchar i wymówił pewną inkantacje.
Puchar napełnił się pomarańczowym, gazowanym napojem. Harry dostał oranżadę.

- Na pobudzenie. Kiedyś próbowałem, aby Rum wyszedł, ale niestety nie udało się.

Z lekkim uśmiechem odebrał od Seamusa puchar i wziął łyka.

- Dobre nawet.

Finniganowi poszerzył się uśmiech.

- No ba! Oranżada to moja specjalność. Za parę lat będę rozchwytywany przez starsze roczniki tylko po to, aby załatwić im niezły towar na imprezy.

Zaśmiali się szczerze. Harry’emu poprawił się humor. Skończywszy kolację wraz z Ronem i Hermioną wrócili do wieży Gryffindoru.

-Do zobaczenia. Widzimy się jutro na śniadaniu – pożegnała ich Hermiona kierując się do sypialni dziewczyn

- Stary…

- Słucham.

- Widziałem, że masz skończony referat na transmutację i wiesz…

Harry posłał mu rozbawione spojrzenie.

- Chcesz odpisać – bardziej stwierdził niż spytał.

Ron przytaknął. W jego oczach było widać nieme błaganie o pomoc w Transmutacji. Co jak co, ale McGonagall nie da się oszukać tekstem, że skrzaty przy sprzątaniu niechcący zwinęły mu esej. Harry podał mu zadanie, a rozradowany przyjaciel biegiem ruszył do dormitorium po atrament i pióro.

- Harry! – usłyszał krzyk Rona. Nieco zaniepokojony szybkim krokiem skierował się do dormitorium.

- Harry! Parszywek zniknął! To ten ktosiek z mapy go zabrał. Wiedziałem, że grozi mu niebezpieczeństwo! – panikował kręcą się po pokoju. Wsunął się pod łóżko mając nadzieję, że zwierzak jest gdzieś w pobliżu. Cała klatka była wręcz rozsadzona jakby ktoś od środka ją rozepchał. Jej fragmenty porozrzucane były po całym pokoju.
- Stary, co Ci? – zwrócił się do niego Dean stojący w drzwiach, który wrócił z kolacji.

Rudzielec wyczołgał się spod łóżka.

- Parszywka nie ma!

Dean zmarszczył brwi.

- Jak to nie ma? Sprawdzałeś wcześniej czy klatka ma jakieś luki w szczebelkach?

Ron zaniepokojony jeszcze bardziej przetrząsnął wszystkie łóżka w pokoju. O mały włos nie potknął by się o kufer Nevilla.

- Klatka była szczelna. Ktoś go porwał!

- Porwał? No chyba nie podejrzewasz kogoś z nas? – oburzył się czarnoskóry.

- Jestem pewien kto to zrobił i nie jest to uczeń. Albo i jest, tylko nie z Gryffindoru.

- Stary, ale jak sama nazwa wskazuje, do wieży GRYFONÓW mogą się dostać jedynie GRYFONI – spoglądał na rudzielca jak na obłąkanego.

Ron zirytowany zmienił temat.

- Widziałeś jak ktoś stąd wychodził?

- Niby jak? Byłem na kolacji.

- A może widziałeś gdzieś Parszywka? – pytał dalej z nadzieją.

- Gdybym go widział bym Ci powiedział.

Ron usiadł na łóżku ze zrezygnowaniem, przetarł twarz rękoma i wymamrotał.

- Mama mnie zabije. – położył się - Parszywek był w naszej rodzinie dwanaście lat. Jeny… no zabije mnie normalnie.

- Ron – podszedł do niego Harry i położył dłoń na ramieniu – nie dramatyzuj. Chodź, poszukamy go po zamku. Weźmiemy niewidkę dla bezpieczeństwa, dobrze?

- Okej – mruknął zmartwiony. Podniósł się i zwrócił do Deana – Jak coś to wyszliśmy się przewietrzyć.

- Jasne. Nie jestem kablem – zapewnił biorąc piżamę z kufra – Powodzenia.

- Dzięki.

I wyszli biorąc ze sobą pelerynę niewidkę. Ich poszukiwania rozpoczęły się na siódmym piętrze. Jeszcze nie było ciszy nocnej, więc mogli ze spokojem przemierzać korytarze, nie będąc narażonym na nie potrzebne komplikacje z Filchem, bądź patrolującym nauczycielem.

- Czysto. Piętro piąte? – spytał Harry po przeszukaniu kolejnego korytarza.

- Tak, on może być wszędzie.

Ale niestety, ani na piątym, ani na czwartym piętrze nie znaleźli zwierzęcia.

- W takim razie idziemy na trzecie piętro – oznajmił pewnym głosem Harry

- Zgłupiałeś? Przecież tam nie wolno chodzić.
Harry uniósł wzrok ku górze.

- Ale mamy niewidkę, prawda? Po coś ją wzięliśmy.

Ron zgodził się, ale nadal miał obawy co do tej decyzji. Fobia przed trójgłowymi psami pozostała.

- Jeny, Ron. Puszka już tam nie ma. – westchnął widząc pytające spojrzenie przyjaciela – Trzęsiesz się jak osika.

- Nie prawda!
Uniósł brew.

- Puszka nie ma, bo nie ma czego tam pilnować – wyjaśnił mu patrząc na jego reakcję. Widać było wyraźnie ulgę na twarzy przyjaciela.

  Kierując się w tamtą stronę uważnie wypatrywali czy nikt ich nie widzi. Uznali, że teren czysty. Otwierając mosiężne, drewniane drzwi użyli Lumos, aby było im łatwiej się poruszać. Tym razem ku ich nieszczęściu nie zapaliły się te wielkie kamienne pochodnie jak na pierwszym roku.
Szukali wszędzie, ale bez skutku. Raz Ron przestraszył się swojego cienia i zatoczył się do tyłu przy czym strącił jedną ze zbroi. Harry zaśmiał się, a Ron posłał mu oburzone spojrzenie

- Byś mi pomógł wstać.

Harrym wstrząsnęła kolejna salwa śmiechu, gdy na głowę przyjaciela spadł żelazny hełm. Rudzielec musiał wstać sam. Przywalił Harremu w potylicę czym jeszcze bardziej go rozbawił.

- Stary, chodźmy już stąd – jęknął Ron czując się tu dosyć nieswojo. Był prawie pewien, że jeden z posągów krzywo się na niego spojrzał.

-Dobra… HAHA... Gdy... hah... Gdybyś widział swoją minę – rozbawiony Harry skierował się z przyjacielem do wyjścia.

 Na korytarzach było pusto i dosyć ciemno. Za moment będzie cisza nocna dlatego założyli na siebie pelerynę niewidkę. Przechodząc obok kolejnej zbroi, peleryna zahaczyła o miecz.

- Cholera! – zaklął.

- Stary prędzej, zaraz ktoś tu przyjdzie i będzie po nas. – poganiał go Ron.

- Czekaj! Jak za mocno pociągnę to ją rozerwę. Chcesz tego? – zirytował się.

Usłyszeli dochodzące z oddali kroki.

- To nauczyciel! Patroluje korytarze – spanikował pomagając Harry’emu odczepić pelerynę.

Udało się. Nie mając czasu na jej założenie, popędzili w stronę jednego ciemnego korytarza. Ukryli się za stojącym tam posągiem.

- Jesteś pewny, że tu nie skręci?

- A czy ja wiem? Załóżmy niewidkę. Leży na pod… - nie dokończył, bo gdy chciał chwycić pelerynę, zauważył jej brak. Usłyszeli małe chrząknięcie. Wybałuszyli oczy i powoli odwrócili głowy za siebie.

- Tego panowie szukają? – zapytał ich Syriusz trzymający w dłoni pelerynę.

Harry nerwowo przełknął ślinę. Teraz na pewno może pożegnać z cenną pamiątką po ojcu. Ron wyglądał jakby miał zejść na zawał. Bladość jego twarzy mogła się równać z pościelami ze skrzydła szpitalnego.
Syriusz patrzył na nich z lekkim uśmiechem. Przerzucił pelerynę przez ramię.

- Jeśli można wiedzieć… co jest tak ważnym powodem, aby urządzać sobie nocne wycieczki po zamku, panowie?
Zanim zdążyli wymyślić jakąś wymówkę, usłyszeli kolejne kroki.

- Widzę, że nasi żartownisie postanowili zarwać noc – chłopcy wymienili spojrzenia – Co się stało, że nie jesteście w łóżkach?

- Mnie też to ciekawi, Remusie – gdyby nie rozbawione spojrzenia profesorów, Harry i Ron byliby pewni, że są w niezłych tarapatach… jakimi mogły by być szlabany z Filchem.

-My… - zawiesił głos Ron, szukając wsparcia w Harrym.

- Ronowi zaginął szczur – rzekł nie owijając w bawełnę.

Nauczyciele unieśli brwi.

- Szczur powiadacie… – rzekł Syriusz.


- Parszywek dokładniej – dodał Ron – Panie profesorze! My na serio go szukaliśmy. Zaginął tuż po kolacji. Musimy go odnaleźć! Wielu uczniów ma ze sobą koty…

- Zdajemy sobie z tego sprawę, panie Weasley – wtrącił się Remus – Jednakże szczury to sprytne stworzenia i sądzę, że jego dalsze poszukiwania możecie dokończyć jutro. Zamek nocą jest zupełnie inny niż za dnia chłopcy – dodał przyszpilając ich wzrokiem.
Harry i Ron nerwowo wypuścili powietrze z ust i niechętnie pokiwali głowami.

- Matka mnie zabije – wymamrotał Ron, gdy zostali odprowadzeni przez profesorów pod pokój wspólny Gryffindoru.

Harry miał najbardziej zawiedzioną minę z powodu peleryny. Bardzo ją lubił i nie spieszyło mu się z rozstaniem z nią.

- Prosimy nie wychodzić podczas ciszy nocnej – pouczył ich Remus – Miłej nocy życzę.

- Dziękujemy, wzajemnie Profesorze – wymamrotali i skierowali się do obrazu Grubej Damy

- Panie Potter! – usłyszeli jeszcze. Do Harry’ego podszedł Syriusz wręczając mu pelerynę. Harry uległ dużemu uśmiechowi.

- Myślę, że to do pana należy – dodał Black z lekkim uśmiechem, który potem ruszył za Remusem.

Chłopacy zadowoleni (a raczej Harry, bo Ron był nadal zmartwiony zaginięciem Parszywka) wrócili do dormitorium starając się być jak najciszej. Nie chcieli obudzić kolegów.

- Farciarz – mruknął do Harry’ego rudzielec.

„Farciarzowi” uśmiech pogłębił się.

- Nie mam zielonego pojęcia dlaczego Syriusz wiedząc, że peleryna pomogła nam wymknąć się z wieży po prostu mi ją oddał, ale wolę się w to nie zagłębiać. Całe szczęście, że ją mam.

Ron zgodził się z kumplem, lecz zaraz jego smutny humor jeszcze bardziej się uwydatnił gdy zerknął na roztrzaskaną klatkę zwierzęcia.

- Jak myślisz? Gdzie on może być? – zapytał po chwili rozmyślań. Oparł głowę o zagłowie łóżka i przymknął oczy. To samo uczynił Harry.

- Nie mam pojęcia stary. Na mapie nie widać tego kogoś co stał wcześniej obok Parszywka. Najwidoczniej jest poza hogwartem. – lecz widząc brak poprawy samopoczucia Rona dodał -  Parszywka znajdziemy. Jestem tego pewien i pamiętaj, że co dwie głowy to nie jedna. Jutro po lekcjach rozpoczniemy nowe poszukiwania.
Rudowłosy posłał Harry’emu dziękczynny uśmiech. Cieszył się, że ma takiego przyjaciela, który w razie potrzeby przybędzie mu z pomocą. Wziął piżamę i ruszył do łazienki, zostawiając Harry’ego ze śpiącym Nevillem, Deanem i Seamusem.

Ranek.

Chłopcy po śniadaniu mieli okienko, dzięki czemu zyskali czas na szukanie szczura. Jak planowali wczoraj wieczorem, sprawdzili wszystkie piętra. Zajrzeli pod każdą beczkę, kamień, posąg. A zwierzaka jak nie było tak nie ma. Pytali nawet skrzatów czy aby go nie widziały, ale otrzymali niestety odpowiedź przeczącą.
Zawiedzieni wychodząc z kuchni skierowali się do Hagrida. Po drodze zgarnęli także Hermionę, która miała odwołane zajęcia z Numerologi. Podobno profesor Vector musiała pilnie wyjechać z powodów prywatnych. Według McGonagall, profesorka wróci w przyszłym tygodniu.

Będąc coraz bliżej chatki półolbrzyma, stwierdzili, że mogli założyć luźniejsze rzeczy pod szaty szkolne. Słońce prażyło ich niemiłosiernie. Cóż się dziwić, jak to był zaledwie początek września.

Hagrid podczas wakacji zadbał o wygląd zewnętrzny domku. Podrapane drzwi od pazurów Kła zostały wymienione, na takie same, ale w miodowym kolorze. Był on ulubionym kolorem Rubeusa. Przypominał mu miód, który tak często wcinał za czasów młodości. W oknach pozbyto się pajęczyn z przed dobrych dwudziestu lat, a mech na dachu został usunięty.

- Cholibka! Jak was dawno nie widziałem. Wchodźcie! – przywitał ich entuzjastycznie. Zaciągnął ich do stołu i postawił przed nimi swój nowy wypiek. Ciasteczka z czekoladowymi groszkami.

- Nam też jest miło, Hagridzie. A może raczej, profesorze – uśmiechnął się ciepło do Hagrida Harry.
Strażnik kluczy poczochrał chłopaka po głowie.

- Mam nadzieję, że się cholibka nie skompromituję.

Harry wziął ciasteczko i z trudem je przełknął. Było twarde jak kamień! Lecz dla Hagrida, aby było mu miło, zjadł je i pochwalił zdolności piekarskie świeżego profesora.

- Twoje lekcje będą mega ciekawe. Wszyscy uwielbiają pegazy! – zapewnił Ron, który usiadł na drewnianym stołku bliżej okna.

- Oczywiście! – dołączyła się Hermiona, która brała się do jedzenia. Zmusiła się tak samo jak Harry.

Hagrid prawie się zarumienił.

- Jakie z was równe goście! Mówim* (specjalny błąd a’la Hagrid) wam, żem sobie nowego Hipogryfa sprawił? – spytał nalewając im herbaty.

Złota trójca pokręciła głowami.

- Ach. Hardodziob to szlachetna bestia – westchnął na wspomnienie magicznego stworzenia - Ale i niebezpieczna! Na najbliższej lekcji go poznacie. Jego się nie da nie lubić!

U gajowego pobyli jeszcze dwadzieścia minut gawędząc wesoło o swoich wakacjach nim nie spostrzegli, że mają zaledwie dziesięć minut do kolejnej lekcji. Była nią Transmutacja.

- Dziękujemy za herbatę i ciastka. Musimy się zbierać. Odwiedzimy Cię jeszcze, Hagridzie – pożegnał się Harry z przyjacielem i wraz z Hermioną i Ronem skierowali się do zamku.

************************

- Czerwona.

- Niebieska lepiej pasuje.

- Ale to takie Krukońskie! Weź czerwoną.

- Nie mam ochoty na kolory Gryffindoru.

- I mówi to Gryfon! – prychnął - Przecież czerwony pasuje do wszystkiego!

Remus potarł twarz dłońmi. Czasami Syriusz go po prostu załamywał.

- Niebieska – uciął.

Syriusz naburmuszył się jak dziecko i dalej przyglądał przygotowaniom przyjaciela. Ułożył włosy, założył krawat na specjalne okazje… Ale to przecież tylko spotkanie z Zakonem Feniksa! * (W moim opowiadaniu, zakon feniksa nigdy nie przestał istnieć i jego działalność trwała nawet za czasów wolnych od czarnego pana. Łapali czarnoksiężników, byłych śmierciożerców i pomagali Aurorom.)

Wyciągnął z szafy nawet marynarkę, którą kupił specjalnie na ślub Rogacza. Był on wtedy świadkiem wraz z Syriuszem.

- Powiedz mi szczerze Luniek. Dla kogo się tak pindrzysz za przeproszeniem?

Remus posłał mu niezrozumiałe spojrzenie.

- Nie wiem o co Ci chodzi. Chcę po prostu wyglądać przyzwoicie – odpowiedział gdy poprawiał przed lustrem już dobrze zawiązany krawat.

Syriusz uniósł brew.

- Przyzwoicie… Stoisz przed tym lustrem od ponad dwóch godzin, ciągle poprawiasz ten głupi krawat, a włosy masz tak sztywne od lakieru jakby ci ktoś je betonem skleił – stwierdził Syriusz – Czy nie wystarczy Ci po prostu założyć jakieś zwykłe spodnie i T-shirt?
Remus spoglądnął na swoje lustrzane odbicie (chyba już setny raz)

- Czepiasz się – skwitował Remus.

Syriusz zmarszczył brwi.

- A dlaczego na to spotkanie wezwano tylko Ciebie? Ani Smarkerus i ani McGonagall się na nie się nie wybierają… Wyjaśnisz?

Remus przełknął ślinę.

- Tak wyszło – powiedział szybko i skierował się do wyjścia z kwater – Dasz sobie radę na zajęciach sam? – spytał.

- Oczywiście. Nie bój nic mój przyjacielu – posłał mu mały uśmiech.

Remus kiwnął głową na pożegnanie i wyszedł. Syriusz zastanowił się. Remus szykował się na to wyjście od ponad dwóch godzin, ani Syriusz ani McGonagall i o zgrozo Snape nie byli poinformowani o zebraniu… Coś jest na rzeczy. A Syriusz się o tym dowie.
Spojrzał na zegarek. Było za pięć dziesiąta. Miał mieć teraz lekcje z drugim rocznikiem Hufflepuffu i Ravenclawu. Wziąwszy ze sobą torbę i różdżkę wyszedł z kwater z zamiarem udania się do sali lekcyjnej. Była ona tuż obok.

  Wczoraj wieczorem po złapaniu Rona i Harry’ego na nocnej eskapadzie wraz z Remusem ustalił co będą, a raczej będzie przerabiał Łapa z drugoklasistami i innymi rocznikami dzisiejszego dnia. Pierwsza  normalna (normalna bo ta „pierwsza” była lekcją organizacyjną) lekcja z drugoklasistami rozpocznie się od omówienia wszystkich zagrożeń, których możemy spodziewać się dosłownie wszędzie. Na przykład takie krzesło. Mogło paść urokowi i jakby ktoś na nie usiadł, siedzenie ugryzłoby go lub zrobiło inną nieprzyjemną rzecz. Temat banalny. Nic trudnego dla Syriusza. Specjalnie Remus kazał mu prowadzić lekcje na takie tematy, z którymi da sobie sam radę. Chcąc nie chcąc, to właśnie Remus był tym głównym profesorem. Syriusz też, ale jednak Remus posiadał większą wiedzę.

Będąc już w Sali zasiadł za biurkiem i wyjął potrzebne książki. Rekwizytami zajmie się podczas lekcji, żeby uczniowie widzieli, że jest zaznajomiony w tym co robi. Cóż… trzeba sobie stworzyć opinię kompetentnego profesora.

Zajęcia przebiegły pomyślnie. Zadał małe, nie zajmujące zbyt wiele czasu zadanie, uczniowie byli dość aktywni i sprawiali wrażenie zainteresowanych. To bardzo ucieszyło nowo upieczonego profesora.
Reszta dnia również przebiegła mu spokojnie. Kierował się teraz w stronę Wielkiej Sali gdzie miał zjeść kolację. Remus miał wrócić lada chwila.
Zajadając swój ulubiony omlet z grzybami usłyszał za sobą:

- Cześć – rzekł Remus siadając obok niego. Cały wesoły nałożył na swój talerz nieco sałatki i Tosta, który już za moment miał być posmarowany dżemem truskawkowym.

Syriusz przyjrzał mu się.

- A co ty taki wesolutki? Coś to spotkanie się przedłużyło. – wziął łyk herbaty i stuknął palcem o zegarek – Dziewięć godzin? Luniek, zakon chyba pokłada w Ciebie zbyt dużo nadziei. Musiałeś rozprawić się z tuzinem śmierciojadów czy co?

Remus jedynie się uśmiechnął.

- Czyli poradziłeś sobie na zajęciach? – zbył go pytaniem.

- Ależ oczywiście, tylko teraz mi wytłumacz, co musiałeś zrobić? Jeżeli to nie jest taką wielką tajemnicą…

Remus posmarował pieczywo.

- Można to tak jakby nazwać misją zapoznawczą.

Łapa zmarszczył brwi.

- Zapoznawczą? Wilkołaki nie sprawiają kłopotów, o ile się nie mylę, więc z kim miałeś się zapoznać? – nurtowało go to pytanie.

- Nie mogę powiedzieć. Ściśle tajne. – upił łyk soku.

Syriusz westchnął. Z Remusa chyba nic nie wyciągnie, ale są jeszcze inne źródła wiedzy. Następnym razem zdecyduje się go śledzić o ile to będzie możliwe. Przyjaciel był zarumieniony, w wyjątkowo wyśmienitym humorze, a jego oczy migotały.

- Czyli nic się od Ciebie nie dowiem – stwierdził Syriusz –Trudno – obrażony wziął kawałek chleba i zaczął go smarować masłem - Jak ja dostanę jakąś misję, to też Ci nic nie powiem.

Remus zachichotał.

- Nie zachowuj się jak dziecko. Nie mogę powiedzieć i tyle. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.

Syriusz wzruszył ramionami i zamieszał łyżką w swojej herbacie. Nie dorównywała tutejszej kawie, ale ujdzie.

Albus Dumbledore powstał.

- Drodzy uczniowie! Mam nadzieję, że początek roku szkolnego nie był tak straszny. Życzę wam miłej nocy i przypominam, że nocne wycieczki po zamku są zakazane. – tu zawiesił wzrok na grupce pewnych siódmoklasistów, którzy rozpoczęli rok szkolny ostrą imprezą w pokoju życzeń.
Oni natomiast nie bardzo się tym przejęli i wymienili między sobą znaczące uśmiechy.

- Wiesz… bycie profesorem nie jest takie straszne. Mogę Ci śmiało powiedzieć, że odnajduję się w tej roli – stwierdził wesoło Syriusz do Lunatyka co zaowocowało kpiącym uśmiechem Snape’a i lekkim prychnięciem z jego strony.

Black posłał mu pełne pogardy spojrzenie i gdyby nie obecność Dumbledora, obrzucił by go dużą wiązanką przekleństw.
Remus pogawędził jeszcze z siedzącym nieopodal Hagridem. Olbrzym opowiadał im, jak to on się bał pierwszych zajęć z uczniami. Miał nadzieję, że się nie zbłaźni. Według Harry’ego, który po lekcji ONMS podszedł do niego,jego zajęcia były fantastyczne. Dziobek nie sprawiał problemów, a nawet bardzo polubił Harry’ego.
Snape, jak to Snape, milczał przez całą kolację, a jak skończył jeść, bez słowa wyszedł z Wielkiej Sali bocznym wyjściem.
Syriusz skończywszy posiłek wrócił do kwater wraz z rozanielonym Remusem.




13 komentarzy:

  1. hej. pierwsza :)
    gdy czytałam rozdział i go skończyłam, zaniemówiłam z wrażenia... po prostu nie mogę się doczekać następnego rozdziału. pisz jak najszybciej. uśmiałam się czytając rozdział. co mogę więcej powiedzieć pisz szybko, dużo weny i pozdro :) już się nie mogę doczekać nextu :))))))))) Łał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :D Dziękuję za tak miłe słowa, pozdrawiam :* Cennetyn Black

      Usuń
  2. Cześć wszystkim.
    Rozdział super :)))))))) Po prostu to jest genialne. nie mogę się doczekać następnego rozdziału więc pisz jak najszybciej i życz ę dużo weny ps kiedy next plis jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdziały są dodawane co niedzielę ;) Pozdro :D

      Usuń
  3. elo. rozdział super odlot bomba :) luniek ma chyba dziewczyne :P super mam nadzieję że dalej będziesz pisać blog bo jest ona naprawdę świetny i masz naprawdę świetne pomysły więc życzę dużo weny i pozdro :)

    OdpowiedzUsuń
  4. moim zdaniem ten blog jest nawet nawet. bardzo lubię takie blogi jakie ty piszesz a tak na marginesie to miałaś świetny pomysł :) bardzo nie lubię takich blogów jak darmione albo chłopak z chłopakiem (każdy wie o co chodzi) nie lubię ruwiesz jak akcja jest sucha tz ze np harry spadł z miotły połamał sie ale po tygodniu wyszedł ze szpitala i koniec i to jest straszne nudne a u cb to właśnie są opisy i to nawet bardzo dokładne i za to cenie twój blog nie ma tych rzeczy które wymieniłam. nie mam zastrzeżeń na ten blog po prostu jest świetny. życzę weny i pisz dalej. serdecznie pozdrawiam Agnes

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bardzo mi miło. Mam nadzieję, że dalsze rozdziały mojego opowiadania nie staną się suche jak to określiłaś, staram się aby tak nie było, gdyż sama nie lubię fabuł bez pewnej akcji, czyli np. bez jakiegoś uszczerbku na zdrowiu czy trudnej sytuacji bohatera. Gdy są takie wątki to bardziej się wciągasz w opowiadanie. Mam już parę pomysłów na dalsze rozdziały i liczę, że przypadną do gustu.

      Pozdrawiam, Cennetyn Black :D

      Usuń
  5. Wow siostra !
    Rozpedzasz sie widze !
    Kazdy Twoj rozdzial jest boski ! Cudny !
    Ciesze sie,ze masz tego bloga, bo zaslugujesz na niego..jest tyle autorow ,ktorzy pisza najrozniejsze opowiadania,ale Twoje sa zawsze inne , niezwykle...jestes bardzo kreatywna i pomyslowa. Twoja wyobraznia nie ma (i oby nie miala) nigdy konca. Masz talent ! Nie przestawaj pisac,bo nie warto. Nie wiem czy chcialabys byc w przyszlosci pisarka, ale nadajesz sie na nia ! Masz wszystkie cechy pisarki. Nie koncz z tym...bo sa takie osoby (np. Z naszej klasy jedna co rysuje) ktore maja niezwykly talent , a zamierzaja z nim skonczyc ! Masz wiele talentow,to wiem i dlatego jestem z Ciebie dumna...jestem z Toba calym sercem, masz gwarancje,ze zawsze bede czytac Twoje opowiadania i umiesz ludzi przekonywac , gdyz przekonalas do HP m.in. i mnie ... Angie ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :") Po kim ty to masz, że potrafisz mnie rozkleić? Cholera, jak ja Cb uwielbiam Angie :D Dziękuję z całego serca, za tak miłe słowa. To bardzo podnosi na duchu :"). Kurczę, niedługo eksploduję z tej radości, wiesz? Ale wiesz, że ta osoba z naszej kl. co niby mówiła, że zaprzestaje z rysowaniem, tak naprawdę to sobie wmawiała no nie (według moich obserwacji)? Powiedziała, że zaczyna na nowo :P Okey, porozmawiamy o tym na priv xD nie w komach :P Kc siostra, pozdro i do jutera :D

      Usuń
  6. Wow siostra !
    Rozpedzasz sie widze !
    Kazdy Twoj rozdzial jest boski ! Cudny !
    Ciesze sie,ze masz tego bloga, bo zaslugujesz na niego..jest tyle autorow ,ktorzy pisza najrozniejsze opowiadania,ale Twoje sa zawsze inne , niezwykle...jestes bardzo kreatywna i pomyslowa. Twoja wyobraznia nie ma (i oby nie miala) nigdy konca. Masz talent ! Nie przestawaj pisac,bo nie warto. Nie wiem czy chcialabys byc w przyszlosci pisarka, ale nadajesz sie na nia ! Masz wszystkie cechy pisarki. Nie koncz z tym...bo sa takie osoby (np. Z naszej klasy jedna co rysuje) ktore maja niezwykly talent , a zamierzaja z nim skonczyc ! Masz wiele talentow,to wiem i dlatego jestem z Ciebie dumna...jestem z Toba calym sercem, masz gwarancje,ze zawsze bede czytac Twoje opowiadania i umiesz ludzi przekonywac , gdyz przekonalas do HP m.in. i mnie ... Angie ��

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow siostra !
    Rozpedzasz sie widze !
    Kazdy Twoj rozdzial jest boski ! Cudny !
    Ciesze sie,ze masz tego bloga, bo zaslugujesz na niego..jest tyle autorow ,ktorzy pisza najrozniejsze opowiadania,ale Twoje sa zawsze inne , niezwykle...jestes bardzo kreatywna i pomyslowa. Twoja wyobraznia nie ma (i oby nie miala) nigdy konca. Masz talent ! Nie przestawaj pisac,bo nie warto. Nie wiem czy chcialabys byc w przyszlosci pisarka, ale nadajesz sie na nia ! Masz wszystkie cechy pisarki. Nie koncz z tym...bo sa takie osoby (np. Z naszej klasy jedna co rysuje) ktore maja niezwykly talent , a zamierzaja z nim skonczyc ! Masz wiele talentow,to wiem i dlatego jestem z Ciebie dumna...jestem z Toba calym sercem, masz gwarancje,ze zawsze bede czytac Twoje opowiadania i umiesz ludzi przekonywac , gdyz przekonalas do HP m.in. i mnie ... Angie ��

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow siostra !
    Rozpedzasz sie widze !
    Kazdy Twoj rozdzial jest boski ! Cudny !
    Ciesze sie,ze masz tego bloga, bo zaslugujesz na niego..jest tyle autorow ,ktorzy pisza najrozniejsze opowiadania,ale Twoje sa zawsze inne , niezwykle...jestes bardzo kreatywna i pomyslowa. Twoja wyobraznia nie ma (i oby nie miala) nigdy konca. Masz talent ! Nie przestawaj pisac,bo nie warto. Nie wiem czy chcialabys byc w przyszlosci pisarka, ale nadajesz sie na nia ! Masz wszystkie cechy pisarki. Nie koncz z tym...bo sa takie osoby (np. Z naszej klasy jedna co rysuje) ktore maja niezwykly talent , a zamierzaja z nim skonczyc ! Masz wiele talentow,to wiem i dlatego jestem z Ciebie dumna...jestem z Toba calym sercem, masz gwarancje,ze zawsze bede czytac Twoje opowiadania i umiesz ludzi przekonywac , gdyz przekonalas do HP m.in. i mnie ... Angie ��

    OdpowiedzUsuń